Typer - zabawa bukmacherska

wyniki na żywo

Komentarz

Autor
Treść

Wiadomość, którą komentujesz


05.09.2007 23:45:35
Premiership, a Orange Ekstraklasa
Fulham Podczas ostatnich wakacji trzy tygodnie spędziłem na Wyspach Brytyjskich, a dokładnie w Anglii. Przypomniawszy sobie, że to właśnie tam rozgrywane są mecze Barclays Premiership – ligi uważanej zarówno przez wielu ekspertów jak i zwykłych kibiców za najsilniejszą ligę świata. Zdecydowałem się w końcu wybrać na jeden mecz, by zobaczyć jak to wygląda piłkarskie widowisko w tak bogatej lidze.

Wszystko zaczyna się od podstaw
Różnice między polską ligą, a angielską zaczynają się już od rezerwacji biletów. Przebywałem w Londynie, a więc wybór miałem spory (w Premiership gra aż pięć klubów z tego miasta). Każdy z londyńskich klubów posiada swoją oficjalną stroną, na której można zarezerwować i za pomocą karty płatniczej wykupić bilety. Można także zrobić to na oficjalnej stronie ligi – można tam nabyć wejściówki na każde spotkanie!

Ceny biletów na mecze takich drużyn jak Arsenal, czy Chelsea po przeliczeniu ich na złotówki były naprawdę odrzucające (jeden bilet kosztuje około 50 funtów – w Polsce można za to kupić karnet na całą rundę...). Najprzystępniejsze ceny oferowało Fulham na środowy mecz Boltonem. Dodatkową atrakcją było to, że spotkanie zostanie rozegrane przy sztucznym oświetleniu (mecze w tygodniu zawsze rozgrywane są o późniejszych porach).

Organizacja
Nauczony doświadczeniem z polskich stadionów na Riverside Stadium przybyłem około godzinę wcześniej żeby nie wejść w połowie spotkania – gdy zapłaciłem za bilet spore pieniądze pragnąłem zobaczyć nawet rozgrzewkę piłkarzy. Przy wejściu na arenę poczułem się nieswojo. Podszedłem do swojej bramki, przy którym była kanciapa z jak mi się wydawało bileterem. Wsunąłem swój bilet po czym on zaskoczony pokazuje mi żebym go wsunął do maszyny stojącej po drugiej stronie – dopiero teraz zauważyłem, że moja wejściówka ma kod kreskowy. Po wsunięciu biletu bramka otworzyła się, a Pan z obsługi sprawdził tylko na monitorze czy czasem nie oszukałem klubu kupując tańszy bilet niż powinienem. Największe zaskoczenie przeżyłem, jednak przy wdrapaniu się na sektor, gdy zobaczyłem prawie pusty stadion (a jego pojemność wynosi około 25 000, jak na angielskie warunki to mało, jednak jak na polskie to bardzo dużo...). Padał deszcz, a więc z mojego punktu widzenia wszystko wskazywało na to, że przez słabą pogodę kibiców na spotkanie przyjdzie mało. 10-15 minut przed spotkaniem kibice zaczęli wchodzić całymi gromadami, a przed gwizdkiem sędziego na stadionie nie było już wiele wolnych miejsc. Siedziałem blisko wyjścia, a więc po końcowym gwizdku sędziego wyszedłem z sektora jako jeden z pierwszych. Na stadion przyjechałem, jednak na rowerze, a że padał deszcz zdecydowałem się poczekać kilka minut aż może przestanie padać. Z ciekawości po 3-4 minutach wyszedłem z powrotem schodkami do góry na trybunę, aby zobaczyć ile ludzi jeszcze nie zdołało opuścić stadionu. Przeżyłem szok – nie zobaczyłem już kompletnie nikogo. Około 22-23 tysięcy kibiców opuściło stadion w ciągu kilku krótkich minut!

Trybuna
Craven Cottage

Riverside Stadium jak sama nazwa wskazuje jest położone nad rzeką – Tamizą (około 100 metrów od jej brzegu). Ja nie miałem jednak biletu na Riverside Stand, a na Johnny Haynes Stand. Wcześniej mi ta nazwa nic nie mówiła, jednak jak się potem okazało Johnny Haynes to był jeden z najsłynniejszych piłkarzy Fulham, a na tej właśnie trybunie wszędzie były jego zdjęcia. Dodatkowo była to zabytkowa trybuna ze starymi, drewnianymi, rozkładanymi krzesłami i starymi stalowymi konstrukcjami (tę właśnie trybunę widać na zdjęciu powyżej). Na początku można by pomyśleć „Rany, ale dziadostwo!”, jednak jak się potem okazało drewniane krzesełka na angielskim stadionie z przed wielu wielu lat (być może są one tam od początku?) są wygodniejsze od plastikowych siedzeń na stadionach w Polsce! Już wtedy także między rzędami było więcej miejsca, a nie tak jak do tej pory na niektórych stadionach w naszym kraju, gdzie czasem ciężko jest dotrzeć do swojego siedzenia jak się przyjdzie za późno.

Stadion i jego zaplecze
Jak już wcześniej wspomniałem podczas spotkania padał deszcz. Gdybym był na stadionie polskiego klubu, któremu kibicuję mógłbym mieć tylko nadzieję, że nie będzie zbytnio zacinać (podczas jednego z meczów, gdy była spora zawieja prowizoryczny dach, pod którym siedzę praktycznie nic nie pomagał – miejsce miałem niby pod dachem, a i tak nie pozostała na mnie sucha nitka). Na stadionie Fulham mogłem jednak siedzieć spokojnie, dach oczywiście nie przeciekał, a trybuna była skutecznie osłonięta od wiatru, dzięki czemu było nawet cieplej.
W Polsce panuje teraz moda na robienie pod trybuną sklepów, na których można by zarobić dodatkowe pieniądze. Tam, jednak pod trybuną znajdowały się inne rzeczy – toalety, bary, ogromne monitory LCD (były na nich pokazywane skróty z innych spotkań Premiership) oraz sieć korytarzy, dzięki którym stadion opróżniał się tak szybko. Dookoła trybun rozmieszczonych jest około 60 wejść (1 wejście na 1 mały sektor). W Polsce? Najczęściej mamy 1 wejście na 5 sektrów i to jeszcze oczywiście muszą zostać sprawdzone identyfikatory (w Anglii ich nie ma wogóle) oraz przedziurkowane bilety/karnety, co trwa dużo dłużej niż przyłożenie biletu kodem kreskowym do maszyny.

Za co płacimy
Craven Cottage

Po meczu nie miałem już wątpliwości za co płaci się tam takie pieniądze za bilet na jedno spotkanie pomijając nawet poziom gry. Przy każdym wejściu stało kilku ochroniarzy, który w ekspresowym tempie sprawdzali, czy nie mamy niebezpiecznych przedmiotów, a przy wyjściu na stadion stały kolejne 2 osoby z obsługi, które wskazywały od razu (po popatrzeniu na nasz bilet), gdzie znajduje się nasze miejsce byśmy nie musieli go sami szukać. Można by się jedynie przyczepić do przepustowości toalet. Pomimo to, że pod każdym sektorem znajdowała się jedna osobna w przerwie meczu zrobił się tam niezły tłok...

Kibice i doping
W tym temacie można by powiedzieć, że wszystko ma swoje plusy i minusy. Od razu w oczy rzuca się brak krat pomiędzy boiskiem, a trybunami (a co za tym idzie brak stadionowych flag tak uwielbianych przez polskich fanów i które stwarzają też specyficzny klimat, do którego zapewne się już dużo kibiców przyzwyczaiło). Kibice gości i gospodarzy siedzieli na jednej trybunie (nie było niczego takiego jak sektor buforowy), a pomiędzy nimi tylko przez chwilę stało kilku ochroniarzy (a raczej zwykłych ludzi w pomarańczowych koszulkach z obsługi stadionowej), którzy po kilkunastu minutach najwyraźniej stwierdzili, że jest spokojnie i sobie poszli. Nie ma chuliganów, a więc niestety doping jest słabszy. Tak to już jest, że najlepiej dopingują ci najbardziej oddani kibice, czyli Ci, którzy gotowi są bić się za barwy klubowe na śmierć i życie. Chociaż pozostać mieć nadzieję, że akurat jeśli o to chodzi miałem pecha – jeden z angielskich kibiców stwierdził, że na stadionie jest tak jakby Fulham przegrywało (a wygrało spotkanie 2-1).

Poziom gry
Obserwując rozgrzewkę piłkarzy jednej i drugiej drużyny od razu w oczy rzuciło mi się dużo lepsze przygotowanie motoryczne. Gdy zawodnicy przeszli do ćwiczeń rozciągających przez głowę przeszła mi żartobliwa myśl – „Polscy piłkarze to pewnie by się zabili przy takich ćwiczeniach”. Wiadomo, że jest ona trochę przesadzona, jednak myślę, że jest w tym wiele prawdy. Piłkarze w Anglii i w Polsce nie tylko zupełnie inaczej trenują, ale także inaczej się rozgrzewają nie mówiąc już o kolosalnej różnicy w grze.

Nawet jak przez dłuższy czas nie było sytuacji podbramkowych to na boisku cały czas coś się działo, piłka ganiała – obie drużyny grały do przodu. A mecze polskiej ligi często od strony taktycznej przypominają spotkania na szkolnym WFie i betonowym boisku, gdy zawsze idzie się spokojnie z piłką i czeka na ruch przeciwnika, a później spokojnie rozgrywa piłkę, by krok po kroku trafić pod bramkę. W polskiej lidze często obserwujemy grę, która wygląda jak zamek hokejowy, obrońcy ustawiają się na połowie, pomocnicy na 30-40 metrze od bramki, skrzydłowi na...skrzydłach, napastnicy biegają w okolicach pola karnego i czasem przez kilka minut piłka krąży tam i z powrotem, ponieważ nie ma luki, by dograć do napastnika. Taka gra jest dużo mniej widowiskowa niż szybkie akcje w angielskim futbolu. Do ligi angielskiej brakuje nam jeszcze sporo, jednak najbardziej zatrważa to, że tam już jakieś 50 lat temu stosowane takie same albo lepsze rozwiązania organizacyjne niż te, które są wprowadzane teraz w Polsce...

(Michał)

(własne)

Laizāns piłkarzem Lechii

Olegs Laizans Oļegs Laizāns będzie w trakcie trwania rundy wiosennej reprezentował barwy Lechii Gdańsk. To efekt porozumienia między klubem z Traugutta a Skonto Ryga, gdzie do tej pory występował Łotysz – pisze serwis 90minut.pl.


04.02 16:36 | Więcej » Komentuj »

Baniak trenerem Motoru

Bogusław Baniak został nowym szkoleniowcem Motoru Lublin.


03.02 21:30 | Więcej » Komentuj »